Najwyższą formą zaufania jest kontrola. Opublikowano 16 lutego 2011, autor: Mateusz. Z cyklu Alienacja rodzicielska. Alienacja rodzicielska. Ostatnie „rodzinne” świętowanie. Wspólne podejmowanie decyzji. Choroba wybiera. Konflikt terminów. Obowiązek uzgadniania i informowania. KONTROLA JEST NAJWYŻSZĄ FORMĄ ZAUFANIA. white wolf Posty: 287 Miejscowość: FESTUNG BRESLAU. 0. Góra; 01 Mar 2010, 23:27. nie tak nie ma być prawdź korek czy Pamiętaj, że kontrola jest najwyższą formą zaufania i gra idzie o Twoje pieniądze. Pamiętaj o tym zawsze. ZAWSZE! A szczególnie na początku współpracy. Żądaj dokładnego wytłumaczenia dlaczego te a nie inne banki czy produkty są Ci proponowane. Nie kupuj “ściemy”. Jeśli cokolwiek Ci nie pasuje – pytaj, sprawdzaj i wyjaśniaj. Jak mówi stare powiedzenie, kontrola jest najwyższą formą zaufania. Chociaż w codziennym życiu ta maksyma się nie sprawdza, z powodzeniem możemy stosować ją w kontekście zbiorników. Nawet najlepszej jakości rozwiązania wymagają stosowania dodatkowych urządzeń kontrolnych. Dlatego warto jest sprawdzić kilka ustawień w Centrum zaufania. W tym celu kliknij w kartę Plik a następnie wybierz polecenie Opcje. Pojawi się okno dialogowe Opcje programu Excel (lub Word etc.) Następnie w lewej części okna kliknij w zakładkę Centrum zaufania a następnie po prawej stronie kliknij w przycisk Ustawienia Centrum zaufania. Kontrola najwyższą forma zaufania? Wielki brat patrzy? Jaki jest powód szukania narzędzi do kontroli i czy jest to właściwa pobudka do tego Kolejny odcinek… . Towarzysz Stalin mawiał „Kontrola najwyższą formą zaufania”. Cytat ten wypowiada się dzisiaj w kontekście relacji międzyludzkich, tłumacząc swoją ostrożność obdarzania innych zaufaniem. Ma on wyjaśniać również dystans oraz pozostawianie sobie uchylonych drzwi. Tak na wszelki wypadek… W myśl zasady – nigdy nie możesz być pewna w 100%, dlatego kochaj, ale też inne głosy podkreślające, że kontrola jako najwyższa forma zaufania wyklucza możliwość budowania szczęśliwego związku. Jedną ze składowych relacji jest przecież odwaga do obdarzenia drugiej strony zaufaniem, od której należy zacząć i od której nie da się uciec. Dlatego wszelka kontrola jest jedynie sygnałem, że w związku dzieje się źle...Innymi słowy w dojrzałych związkach nikt nie sprawdza bilingów, nie obwąchuje koszuli i nie kontroluje harmonogramu dnia może pozostawienie pełnej swobody to po prostu naiwność i jeśli chcemy kochać to należy sprawdzać i trzymać rękę na pulsie? Bo inaczej się nie da? Bo naokoło jest za wiele pokus i zagrożeń?Wierz, ale kontrolujNie da się budować związku bez zaufania. Trzeba mieć wiarę, że druga osoba ma czyste intencje, że działa fair i nie chce oszukać. Nie sposób bowiem żyć w cieniu wiecznych podejrzeń i jednocześnie pozostać w szczęśliwym jednak uczy, że pełne oddanie często kończy się zranieniem. Aż prosi się o wykorzystanie i puszczenie drugiej osoby w przysłowiowych wprawione „w boju” kobiety zalecają, by kochać, ale walczyć o swoje. Nie pozwolić się zaślepić uczuciom, ale myśleć racjonalnie, dbając o swoje, unikając myślenia, że skoro teraz jest dobrze, to tak będzie zawsze. Trzeba być dobrym nadzorcą i brak przecież przykładów kobiet, które pozostawały z niczym, bo nie dbały o odpowiednie zapisy w umowie, łożyły mnóstwo pieniędzy na remont nie swojego domu, wychowywały dzieci z poprzedniego związku, a potem zostały wymienione na młodszy model. Z boku ich historia wygląda nieprawdopodobnie. Myślimy, jak mogła być taka naiwna? Tymczasem jedna czy druga po prostu ufała, kochała, wierzyła, że mężczyzna życia nie jest zdolny do wyrafinowanych oszustw…Są też takie kobiety, które przez lata wierzyły w bajeczki o wyjazdach służbowych, ważnych projektach, nad którymi trzeba pracować po godzinach, gdy tymczasem wszyscy naokoło dziwili się ich naiwności, widząc skaczącego z kwiatka na kwiatek męża. Klasyczny przykład – każdy wiedział, tylko nie żona…Bo faceta trzeba pilnowaćZwolenniczki kontroli w związku są zdania, że dla szczęścia związku trzeba trzymać rękę na pulsie. Utrzymują, że mężczyzna zostawiony sam sobie stanie się prędzej czy później idealnym kąskiem dla jakiejś zdesperowanej kobiety, która nie cofnie się przed niczym, żeby go uwieść…Powtarzają z miną znawcy, że każdy mężczyzna skorzysta z okazji. Że w ten sposób odbiera się z automatu nieco rozumu przedstawicielom genów XY? No i co! Wszak wiadomo, że on, gdy cała krew odpłynie do kluczowego miejsca poniżej pasa, nie myśli racjonalnie…A krew nie woda…Prawda?Kontrolowanie sytuacji ma tę przewagę nad pełną biernością, że pozwala szybko zauważyć zagrożenie i usunąć je na etapie, kiedy jeszcze jest to możliwe. Dla zasady lepiej nie kusić losu, na wszystko się nie godzić, trzymać na odpowiednio długiej smyczy…Nawet dbanie o związek nie chroni przecież przed zdradą. Dzisiaj wiadomo, że zdradzają również mężczyźni w stałych i szczęśliwych związkach. To kolejny argument „za” wolność nie jest dobra?Istnieje też inny argument. Mianowicie fakt, że jako ludzie lubimy iść na skróty, uwielbiamy wygodne życie i częściej wybieramy to, co łatwe niż to, co wymagające. Dlatego dobry szef często jest oszukiwany, niewymagający przełożony nie uzyskuje takich efektów, jak uprzejmy, ale konsekwentny kolega z pracy. Okazja czyni złodzieja. Tam, gdzie możemy wynosimy z biura papier do drukarki, zabieramy środki do sprzątania, nie kojarząc tego faktu z klasyczną kradzieżą. Przecież nie robimy nic złego, korzystamy z okazji…Podobnie jak mężczyzna, który „dobrze się bawi” na wyjeździe służbowym, bo tak robią koledzy z pracy, bo żona daleko, nikt się nie dowie. Życie krótkie i ma przecież prawo do chwili zapomnienia. Tak jak inni…Wątpliwości jednak pozostają. Co z prawem do prywatności? Przecież nikt nie lubi ucisku, ani poczucia, że każdy jego ruch jest śledzony i kontrolowany. To prawda, dlatego kluczem do sukcesu, nie jest pytanie, czy kontrolować partnera, ale jak to robić, by on nie miał o tym bacznie obserwujące poczynania swoich mężczyzn zazwyczaj nie decydują się na skrajne rozwiązania, ale jedynie dyskretne czuwanie, które w ich ocenie jest niezbędne i tak oczywiste, że nie ma sensu z nim w 99 procentachWystarczy chwila, by odkryć setki wątków w internecie dotyczących kontroli w związku. Dziewczyny dzielą się swoimi sposobami na temat dyskretnej kontroli, tłumaczą również swoje motywy pisze: „Ufam, pewnie, że ufam, ale w 99% przypadków. Pozostaje 1%. Nigdy nic nie wiadomo, dlatego wolę trzymać rękę na pulsie a nie potem obudzić się z ręką w nocniku. Gdy coś zacznie się święcić, będę miała szansę zareagować…Lepiej wcześniej niż później, gdy sprawy wymkną się spod kontroli”.W myśl tej zasady licho nie śpi, stąd warto czuwać, oceniając otoczenie partnera, czy nie czai się tam jakaś kobieta mogąca negatywnie wpłynąć na trwałość związku. Kontrola w połączeniu z miłością i inwestowaniem w związek ma być receptą na długoletnią szczęśliwą w tym, że łatwo rolę cichego obserwatora zamienić na rolę upierdliwej dozorczyni, która czepia się o nic i krzyczy z byle powodu i w ten sposób zrazić do siebie partnera. Skutek? Często efekt samospełniającej się mówią również, że lepiej nie szukać, bo się znajdzie i czasami zwyczajnie lepiej nie wiedzieć, by nie psuć sobie na wyrost nerwów. Można przecież źle zinterpretować pewne sygnały, a życie w ciągłym poczuciu zagrożenia na dłuższą metę jest nie do jak? Kontrolować czy nie? Co czujesz czytając ten cytat? Cierpnie Ci skóra, czy… Nie chcemy kontroli (z zewnątrz), ale sami lubimy kontrolować i nawet jeśli się do tego nie przyznajemy i nawet jeśli unikamy kontrolowania innych to już kontrola nad sytuacją kojarzy nam się całkiem nieźle. To, że kiedyś kontrolowałam sytuację (wydawało mi się!), dawało mi (pozorne!) poczucie bezpieczeństwa. Układałam scenariusze różnych wydarzeń, wymyślałam plany B, C i D i okazywało się potem często… że życie sprawiało mi niespodziankę (N?) 😉 Ile razy myślisz „JESTEM PANią/em SYTUACJI”? Nawet jeśli uda Ci się „przewidzieć” konsekwencje, nie możesz być pewna/y zakończenia. Nikt i nic nie da Ci gwarancji na jej przebieg. Dlatego potem czujemy, że ktoś nas zawiódł, zaskoczył, mówimy że „sytuacja nas przerosła”. Kiedyś dopadło i mnie: doszłam do muru, opadłam na dno, zostałam sprowadzona do zgięcia karku i przyznania się: „nie jestem Panią sytuacji, jestem bezradna, NIE WIEM…” i (o dziwo!) zamiast upokorzenia pojawiło się poczucie uwolnienia. Oczywiście zanim to nastąpiło waliłam w mur kalecząc się boleśnie i rzucałam się chaotycznie żeby móc znowu wypłynąć na powierzchnię. Ale kiedy wszystkie moje dotychczasowe „mądrości” i siły zawiodły, kiedy zrobiłam dłuższą pauzę na bezwładne poddanie się nurtowi życia – poczułam cudny smak spokoju i okazało się, że wcale nie tkwię w bezruchu. Oddałam się fali, a ona poniosła mnie dalej… Już słyszę: „taaa, to wystarczy nic nie robić i czekać?” Nic podobnego. Określ cel, odpowiedz sobie dlaczego to dla Ciebie ważne, ale nie stawiaj warunków. Działaj, ale pamiętaj że do celu wiodą różne drogi i nie koniecznie Ty znasz najlepszą i najwłaściwszą. Bądź dobrym obserwatorem siebie i tego co/kogo napotykasz na drodze. Wybieraj sprzyjające warunki, ale nie unikaj trudności. Ufaj… że ostatecznie wszystko służy Twojemu dobru. Nadal łapię się na kontrolowaniu, ale już samo uwrażliwienie się na to powoduje, że dokonuję wyboru: szamotać się dalej czy zaufać? Możesz powiedzieć że jestem naiwna, ale odpowiem Ci tylko tyle: dobrze na tym wychodzę, więc nie zamierzam tego zmieniać. Ja – wybieram zaufanie, bo okazuje się, że kiedy ufam zyskuję takie rzeczy i doświadczenia, które swoją kontrolą zablokowałabym już na starcie. To może jednak „ZAUFANIE najwyższą formą kontroli”? Słoneczne, lipcowe niedzielne popołudnie. Dzwoni dzwonek do drzwi… – Dzień dobry, nazywam się Arek X. Jestem z Fundacji Y pomagającej dzieciom niepełnosprawnym. Zbieram na Krzysia z porażeniem mózgowym. Czy dołoży się Pani? Proszę zobaczyć ile osób już nas wsparło (tutaj następuje pomachanie mi przed oczami podkładką z wydrukowaną listą i podpisami osób, które wpłaciły pieniądze. Kilkanaście nazwisk, kwoty od 10 do 200 zł.). Fundraiserskie przeczucie wygrywa i zadaję serię pytań: Skąd jest fundacja, od kiedy istnieje, czy maja stronę internetową i czy można wpłacić pieniądze bezpośrednio na numer konta, który zapewne jest podany na stronie? Kwestujący wyraźnie zmieszany, próbuje mnie przekonać ponownie machając kartką z podpisami. Informuję go grzecznie, że owszem wesprę chłopca, tylko wejdę na stronę i wpłacę pieniądze bezpośrednio na konto. Zrezygnowany zbierający ostatni raz pyta: Czy na pewno Pani wpłaci? Potwierdzam. I zamykam drzwi. Od razu wpisuję w Google nazwę fundacji – wyskakuje na pierwszej stronie wyszukiwania wraz z kilkunastoma linkami pt. „Nie dajcie się nabrać! To oszuści!”. Po kilku minutach analizy okazuje się, że kwestujący prowadzili również zbiórkę pieniędzy w sieci sklepów Tesco. Pewnie się zastanawiacie, po co ta cała historia? Nie po to żeby przestrzec, ale UŚWIADOMIĆ. Mamy prawo domagać się przejrzystości organizacji – zarówno jako jej pracownicy, wolontariusze, a przede wszystkim Darczyńcy. Mamy prawo przekazać uczciwie zarobione pieniądze uczciwym organizacjom. Warto byśmy o tą uczciwość zadbali. Organizacje pozarządowe na swoich stronach powinny informować o prowadzonych przez siebie zbiórkach, z reguły tez zaznaczają, że nie zbierają funduszy poprzez odwiedzanie mieszkańców osiedli. Sprawdzajmy czy organizacje mają KRS, sprawozdania finansowe dostępne na swoich kanałach informacyjnych. W każdej chwili i z dowolnego miejsca możemy zobaczyć na jaki cel zostały wydane powierzone fundacjom czy stowarzyszeniom pieniądze. Kiedy coś nas niepokoi nie bójmy się pytać. Jeśli mamy wątpliwości co do przejrzystości jakiś działań, nie miejmy obaw i przełóżmy decyzję o darowiźnie na kolejny dzień – będziemy mieć 24 godziny na sprawdzenie organizacji, którą chcemy wesprzeć. Nie dziwmy się kontroli społecznej – zdarzały się sytuacje nieuczciwych organizacji, co w następstwie powodowało znaczne obniżenie zaufania do wszystkich pozostałych. Są to momenty bardzo trudne dla całego środowiska 3 sektora. W takich chwilach ciężko jest odeprzeć zrozumiały atak i oburzenie, a już najciężej jest poprosić o jakąkolwiek wpłatę na realizację naszych działań. Kontrola społeczna w tym przypadku musi odbywać się dwutorowo. Z jednej strony organizacje powinny chwalić się tym co robią, informować o postępach i zrealizowanych projektach, dbając jednocześnie o przejrzystość finansową. Z drugiej strony my – darczyńcy – sprawdzajmy, pytajmy, szukajmy odpowiedzi na nurtujące nas pytania. Takie działanie zwiększy po stronie NGO dbanie o dostępność informacji, a przede wszystkim uczciwość wobec tych, którzy powierzyli im swoje pieniądze. Po stronie Darczyńców zwiększy się zaufanie do przejrzystości i uczciwości organizacji i jej wolontariuszy. Zawsze mamy WYBÓR i mamy prawo wiedzieć więcej. III sektor to ten obszar, w którym zaufanie musi być na równi z kontrolą działań. Tylko przy takiej synergii będziemy w stanie realizować misję i cele naszych organizacji, a my – Darczyńcy – będziemy mieli pewność, że naprawdę zmieniamy świat na lepsze. Jest takie zabawne powiedzenie, zgodnie z którym kontrola jest najwyższą formą zaufania. Ostatnio okazało się, że hołduje mu premier Bułgarii Bojko Borysow, który – oskarżany o to iż podległe mu służby podsłuchują urzędników stwierdził iż nie ma w tym nic złego, gdyż urzędnik powinien żyć w stanie ciągłego napięcia. Opozycja pyta jednak – kto podsłuchuje tych, którzy podsłuchują? Nie trzeba jednak jechać do Bułgarii, aby przekonać się, że powiedzenie „ufaj i kontroluj" jest w dzisiejszym świecie bardzo żywotne. Według podanych niedawno statystyk spośród 1000 Polaków, aż 27,5 jest podsłuchiwanych przez różne służby. To swoisty europejski rekord, ale być może wynik ten uda się jeszcze „poprawić” bo okazuje się, że oprócz ABW, AW, CBA i policji z podsłuchów ma zamiar szerzej skorzystać Urząd Skarbowy. Urzędnicy będą więc i u nas żyli w stanie ciągłego napięcia. Czy będzie się nam żyło lepiej? z rozbudowanym systemem kontroli jest bowiem taki, że im więcej istnieje instytucji kontrolujących, tym więcej potrzeba instytucji kontrolujących tych, którzy kontrolują nas. Jest dokładnie tak jak w wierszyku, który otwierał mój szkolny podręcznik do nauki fizyki: „małe pchły mają mniejsze pchły/ i wcale nie jest mitem/ że mniejsze pchły mają jeszcze mniejsze pchły/ i tak ad infinitum". Skoro bowiem urzędnikom i obywatelom nie ufa się do tego stopnia, że trzeba ich mieć cały czas „na oku” – to jak można zakładać, że przedstawiciele organów kontroli – było nie było wywodzący się z tej samej populacji co kontrolowani – okażą się lepsi? A skoro nie są lepsi – to i im ufać nie można – więc trzeba by i ich utrzymywać w ciągłym strachu. Najlepiej tworząc kontrolę w kontroli. Ale nad tą kontrolą w kontroli też potrzebna jest kontrola – bo przecież i tam mogą znaleźć się jakieś czarne owce. I tak ad infinitum – aż dojdziemy do systemu niemal idealnego w którym obywatele dzielą się po połowie na kontrolujących i kontrolowanych, przy czym kontrolowani dodatkowo kontrolują kontrolujących. Alternatywą jest dobrowolne zamknięcie się przez nas wszystkich w więzieniu – ale i to nie rozwiązuje sprawy, bo pozostaje kwestia tego kto zostanie naczelnikiem tego więzienia. No i oczywiście pytanie – kto będzie kontrolował jego?Dodać do tego wszystkiego należy jeszcze jedną kwestię – organ kontrolny z założenia sprawdza się tylko wtedy, gdy kontroluje skutecznie. Ergo – gdy wychwytuje wspomniane wcześniej „czarne owce". W interesie przedstawicieli takiego organu jest więc to, by czarne owce wciąż znajdować, bo inaczej podatnicy mogą spytać czemu sowicie opłacają swoich kontrolerów. Innymi słowy – w interesie organu kontrolnego nie jest dokładne skontrolowanie wszystkich i wszystkiego – bo gdyby to się udało to kontrolujący musieliby szukać innego zajęcia. A jeśli długo się czarnej owcy wytropić nie da – no to zawsze można kogoś trochę ufarbować. Wszak nie ma ludzi niewinnych – są tylko źle podsłuchani. Czy więc Bułgarzy, my i reszta świata jesteśmy skazani na rozbisurmanionych urzędników? Trochę tak i trochę nie. Tak – bo ludzie są z natury różni – i czarne owce w istocie się zdarzają i zdarzać będą – niezależnie od tego jak wiele par uszu ich podsłuchuje. I nie – bo jest sposób na złagodzenie skutków ułomnej natury ludzkiej. Współtwórca amerykańskiej konstytucji James Madison tłumaczył niegdyś, że system polityczny należy tworzyć tak – jakby korzystać miało z niego społeczeństwo złożone z samych typów spod ciemnej gwiazdy. A więc najlepiej zaprojektować go w taki sposób, by od polityków i urzędników zależało tylko to, co od nich zależeć musi. Dopóki jednak nawet zgoda na ścięcie drzewa rosnącego na prywatnej posesji będzie uzależniona od arbitralnej decyzji urzędnika – dopóty będziemy się wszyscy musieli kontrolować. Ad infinitum. źródło: Fotorzepa Metody, w jakich gustuje ostatnio Platforma, niewiele mają wspólnego z „obywatelskością” – pisze publicysta „Rzeczpospolitej” Zaufanie będzie mottem tej kadencji" – mówił Donald Tusk podczas exposé jesienią 2007 roku. Słowo „zaufanie" w jego trzygodzinnym przemówieniu padło 43 razy. Miało symbolizować zmianę, jaką wprowadzą rządy PO w porównaniu z Prawem i Sprawiedliwością. Celem, jaki postawił sobie premier, był nie tylko powrót zaufania społecznego, lecz przede wszystkim zaufania obywateli do państwa i wszystkich jego instytucji naruszonego rzekomo przez służby specjalne i organa ścigania za rządów Jarosława Kaczyńskiego. W pierwszych miesiącach po wyborach wielu komentatorów chwaliło Platformę za to, że jej rządy zmieniły atmosferę (atmosfera – to było ulubione wówczas słowo). Lata 2005 – 2007 miały być bowiem rzekomo okresem, gdy w Polsce było „duszno", ograniczono prawa obywatelskie, przeciwnicy pisowskiego rządu bali się podobno patrzeć w lusterko samochodu, czy nie śledzą ich służby specjalne, a specjalnie stworzona policja polityczna – CBA – nie zajmowała się niczym innym, jak zbieraniem haków na opozycję. Przez pierwsze dwa lata retoryka miłości i zaufania była stale obecna w wypowiedziach polityków PO. Trudno się więc dziwić, że jeszcze do niedawna dominowały peany na cześć Platformy, która co prawda nie wprowadziła obiecanych reform, ale poprawiła atmosferę i „styl" rządzenia. Dziś te opinie można... Dostęp do treści jest płatny. Archiwum Rzeczpospolitej to wygodna wyszukiwarka archiwalnych tekstów opublikowanych na łamach dziennika od 1993 roku. Unikalne źródło wiedzy o Polsce i świecie, wzbogacone o perspektywę ekonomiczną i prawną. Ponad milion tekstów w jednym miejscu. Zamów dostęp do pełnego Archiwum "Rzeczpospolitej" ZamówUnikalna oferta

kontrola jest najwyższą formą zaufania